RSS
niedziela, 28 października 2018
Czary?

Jak to jest, że w tym malutkim Międzygórzu na jednej imprezie potrafią się spotkać między innymi: gospodynie domowe, właściciele i pracownicy pizzerii, kawiarni czy pensjonatu, pracownicy leśni, emerytowany strażak, obieżyświatka, pracownicy naukowi, rolnik, lektorka języków obcych, lekarz, absolwenci ASP, nauczycielka i wielu innych, których z racji na skomplikowany lub nieznany mi status zawodowy tutaj nie wymienię. Jedni to krajowcy, inni to emigranci. Jedni to miejscowi, inni to napływowi. I jak to jest, że ludzie z tak różnych bajek znajdują frajdę we wspólnym spędzaniu czasu? Ta międzygórska magia fascynuje mnie niezmiennie od mniej więcej ośmiu lat 😉😊🤔.

10:09, agnieszka.dombrowska
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 września 2018
Z nowym szkolnym rokiem

Trochę zmian, bo kilku starych uczniów odeszło, kilkoro pojawiło się nowych, w tym na hiszpański, z czego bardzo jestem zadowolona. Po 7 latach zakończyłam współpracę z kolegą, który raz w tygodniu udostępniał mi swoje biuro w Bystrzycy. Jakieś zmiany zawodowe szykują się u niego i dalsza współpraca w tym roku szkolnym stanęła pod znakiem zapytania. Postanowiłam rozejrzeć się za własnym biurem i tak też zrobiłam. Początki - a zaczęłam szukać pod koniec czerwca - były mizerne. Tu w okolicy nie ma wielkiego wyboru, o coworkingu nie wspominając. Udało się jednak, gwiazdy sprzyjały i jest fajne, eleganckie biuro, które samodzielnie wyposażyłam. Jeszcze flipchart i jakiś kwiatek, i gotowe!

 

 

 

11:56, agnieszka.dombrowska
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 sierpnia 2018
Dyplomacja

 

Z serii 'wyżyny dyplomacji' - znajomy na ulicy do mnie: 'Ale dziś Pani ładnie ubrana, normalnie bym Pani nie poznał!'😄😄

15:11, agnieszka.dombrowska
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lipca 2018
Jaka matka taka córka?

Po jednodniowym wypadzie wracam z Wrocławia autobusem do Kłodzka. Ludzi sporo. Przede mną siądzie matka - na oko przed 60-tką, za mną córka - późne liceum lub wczesne studia. Córka da wyraz niezadowoleniu nie wiedząc co zrobić z dużym plecakiem i gitarą - kierowca nie udostępnił luku. Matka stanowczymi ruchami samodzielnie przeniesie bagaże córki i położy je koło siebie. Dla córki nie będzie już tam miejsca.
Córka - zza moich pleców do siedzącej przede mną matki: 'Mam nadzieję, że nie włączą klimatyzacji.'
Matka - wyraźnie zniecierpliwiona - 'Przestań wreszcie marudzić.'
Zapada cisza. Powietrze gęstnieje naelektryzowane ich wzajemną niechęcią.
Z następujących po chwili dwóch rozmów telefonicznych córki do znajomych wynika, że jedzie na koncert. Będzie grać i śpiewać w kościele podczas ślubu. Z pierwszym rozmówcą dzieli się wrażeniami z wakacji nad morzem z matką. Mówi o pechowym piątku 13-stego i o tym, że wyjazd z matką był koniecznością. Wspomina też o tremie przed koncertem. Drugiego rozmówcę rzeczowym tonem starannie dobierając słownictwo dopytuje o szczegóły związane z regulacją koncertowego nagłośnienia. Jest precyzyjna, konkretna, mam wrażenie, że pytania przygotowała sobie już wcześniej.
Znów do matki, zza moich pleców, głośno: 'Mamo, mogę usiąść koło ciebie?'
Matka, nie odwracając się: 'Nie, nie ma miejsca.'
Po chwili znowu: 'Mamo, a tam z przodu nie ma wolnych miejsc?'
Matka, sucho: 'Nie wiem.'
Przychodzi mi do głowy, że dziewczynę ktoś zaczyna molestować.
Po chwili słyszę jak córka zwraca się swym charakterystycznym tonem do młodej kobiety siedzącej wraz z młodym mężczyzną po przeciwnej stronie autobusu równolegle do niej: 'Czy pani jest chora?'
'A co pani do tego?' reaguje kobieta.
"Jadę na koncert, będę śpiewać i nie chcę się zarazić' odpowiada córka dodając po chwili 'A pani jest ordynarna.'
Po czym okutana w polar z niewielkim plecakiem na plecach sunie na przód autobusu by usiąść na jednym z pierwszych miejsc. Matka nie reaguje. Dojeżdżamy do Kłodzka.


14:53, agnieszka.dombrowska
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 lipca 2018
Poznań

Z Poznaniem łączą mnie silne więzi. Tu ukończyłam studia i tu mieszkałam kolejnych 17 lat. Tu zadzierzgnęłam wieloletnie przyjaźnie trwające do dziś. Poznań to moja pierwsza praca i pierwsze własne mieszkanie. Tu zbudowałam się dzięki wieloletniej terapii. Tu od lat związana jestem z ukochanym dentystą i fryzjerem :). Słowem Poznaniowi zawdzięczam bardzo wiele.

Gdyby ktoś mnie zapytał co w Poznaniu podoba mi się najbardziej powiedziałabym 'ludzie i klimat'. Bo to ludzie tworzą tu uwielbiany przeze mnie przed laty festiwal teatrów 'Malta' i to dzięki ludziom takim jak pani Ewa Wycichowska mogłam uczestniczyć przez kolejnych pięć lat w kapitalnych warsztatach tańca, którym towarzyszyły rozmaite imprezy, spektakle, koncerty. Tu na studiach miałam ukochanego promotora, który zaproponował mi roczną opiekę nad swoim domem na Sołaczu ( z zamieszkaniem włącznie) podczas swojego pobytu wraz z małżonką Meksykanką w Meksyku  w ramach pracy na Universidad de Guadalajara.

Gdyby ktoś mnie zapytał czego w Poznaniu było mi brak powiedziałabym morenowych wzgórz Trójmiasta, szumu Bałtyku, wzniesień powyżej 100m n.p.m. i górskich serpentyn. Słowem uwierała mnie monotonia okolicznego krajobrazu. Z czasem zaczął mnie również męczyć miejski zgiełk i niedosyt przyrody, ale to osobna historia. Dość że uważam, iż Poznaniowi, któremu tyle zawdzięczam, coś się ode mnie należy. Jakaż więc była moja radość, gdy okazało się, że podczas mojego ostatniego pobytu w stolicy Wielkopolski organizowana jest demonstracja w obronie niezależnych sądów. Poszłyśmy z K., przyjaciółką u której się zatrzymałam, i której również zawdzięczam kapitalnie spędzony czas. Pokazałyśmy, że nie jest nam obojętne to, co dzieje się w kraju, że wierzymy, iż coś od nas zależy, że pragniemy zmiany, którą uważamy za realną.

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcie nr 7 - Łańcuch Światła Poznań. Pozostałe zdjęcia własne.

Tagi: Poznań
16:43, agnieszka.dombrowska
Link Dodaj komentarz »
W tym wieku niezamęzna?

'W tym wieku niezamężna?' zapytał fachowiec od remontów zdziwiony, że nie towarzyszy mi mężczyzna podczas sporządzania listy zakupów

15:17, agnieszka.dombrowska
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 czerwca 2018
Jeszcze w zielone gramy

 

Chodzi za mną niczym credo. Słowa Wojciech Młynarski, muzyka Jerzy Jan Matuszkiewicz, wykonanie - moje ulubione zresztą - Maciej Maleńczuk. I ta hiszpańska gitara w tle...

 

11:52, agnieszka.dombrowska
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 czerwca 2018
Wieści z południa

Nie, nie z południa Europy, choć marzę o kolejnym wyjeździe do ciepłych krajów. Będą wieści od nas ze wsi.

Po półrocznej przerwie wracam do pisania. Moc zajęć w trakcie roku szkolnego nie sprzyjała temu zajęciu. A ponieważ właśnie rozpoczęły się wakacje zainauguruję je nowym wpisem.

 

W kwietniu wzięliśmy ślub. Po prawie 8 latach wspólnego mieszkania i niemal 12 znajomości. Starczyłby oficjalny związek partnerski, ale takich udogodnień w naszym kraju brak, nad czym ubolewam zwłaszcza ze względu na tych, którzy pozbawieni są równych szans.

Ceremonię w USC w Bystrzycy Kłodzkiej poprowadziła pani Izabela Cichocka, przesympatyczna, nie stwarzająca zbędnego dystansu urzędniczka, notabene moja ziomalka z Trójmiasta. Nie spodziewałam się, że w trakcie składania przysięgi wzruszenie na moment odbierze mi głos. A odebrało.

 

 

Potem bawiliśmy się w pensjonacie Krokus w Międzygórzu. Kameralne spotkanie ze świadkami i najbliższą rodziną trwało sobie spontanicznie w noc.

 

Miesiąc później zorganizowaliśmy drugą turę imprezy, tym razem - poza przyjaciółmi - dołączył również jeden z moich braci z partnerką. I ten weekend celebracji okazał się bardzo udany.

 

 

Trudno stwierdzić czy sezon celebracji należy uznać za zamknięty. Szczerze Wam powiem, że chciałoby się więcej. Myślę, że dobrym pretekstem okażą się rocznice.

 

Co poza tym? Kończy się mój trzyletni okres w inkubatorze przedsiębiorczości, tak więc czas przejść na swoje. Są obecnie dogodne warunki dla otwierających jednoosobową działalność gospodarczą. Jednocześnie rozglądam się za biurem w Bystrzycy, gdzie chciałabym prowadzić zajęcia z obu języków, na początek przynajmniej dwa razy w tygodniu. Zapowiadają się też spore roszady wśród moich uczniów. Ewidentny czas kolejnych zmian.

Tagi: zmiany
18:01, agnieszka.dombrowska
Link Komentarze (2) »
środa, 01 listopada 2017
p.s.

Dziękujemy naszym hiszpańskim przyjaciołom za niezwykłą serdeczność, gościnność i pomoc. Dziękujemy Asun, Pilar, ich rodzicom - Antonio i Francesca, oraz Juli, Lidii i Mari Carmen. Czuliśmy się jak w domu :) ! / Les agradecemos a nuestros amigos españoles por su extraordinaria cordialidad, hospitalidad y ayuda. Les agradacemos a Asun, Pili, sus padres Antonio y Francesca, y a Juli, Lidia y Mari Carmen. Nos hemos sentido como en casa :) !

16:06, agnieszka.dombrowska
Link Dodaj komentarz »
Andaluzja, Hiszpania cz.9

Niedziela to nasz ostatni dzień przed wylotem do Polski. Przed południem przychodzą MaCa i Lidia. Przyniosły zrobione przez Lidię tortille -jedna jest z czosnkiem, druga bez. Do tego majonez domowej roboty. Dziewczyny podają nam również dużą, pełną upominków torbę. Z wrażenia zaniemówiliśmy. W torbię są: koszulka z nadrukiem Malagi dla M., portfelik z nadrukiem Malagi dla mnie, książeczka w dwóch językach, angielskim i hiszpańskim, o Maladze z odręcznymi dedykacjami od dziewczyn, figi z Malagi, syrop z trzciny cukrowej charakterystyczny dla regionu i typowe dla Malagi kremowe ciasteczka tortas locas ('szalone ciastka'). Szalone to są dziewczyny, że tyle dla nas robią i tak nas obdarowują. Wyściskawszy je i wycałowawszy zasiadamy do tortilli. Czego nie zjemy, poleci z nami do Polski.

Wyruszamy z dziewczynami do centrum. Dziś zdeptywać będziemy Malagę, szczególnie Gibralfaro i Alcazabę. O 18.00 jesteśmy umówieni z Asun, Pili i ich rodzicami na pożegnalną kawę. A zatem zwiedzanie Malagi czas zacząć!

800-tysięczna Malaga to jedno z głównych miast Costa del Sol. Położona nad Morzem Śródziemnym przyciąga tłumy turystów. Bliziutko stąd do Cieśniny Gibraltarskiej i Afryki. Jest miastem o długiej historii. Już  w VIII wieku p.n.e. Fenicjanie zakładają tu miasto Malaka. Potem przewiną się tu Kartageńczycy, Rzymianie, Wizygoci i Arabowie, którzy pojawiają się na Półwyspie Iberyjskim w 711 roku naszej ery. Pozostaną tu do XV wieku. W Maladze, podobnie jak w całej właściwie Andaluzji, bardzo wyraźne są ślady ich bytności.

 

Za Ratuszem zaczynamy się wspinać w kierunku Gibralfaro. To wzgórze, na którym znajduje się muzułmański zamek. Stanowił on koszary wojsk muzułmańskich chroniących znajdujący się niżej zespół pałacowy czyli Alcazabę przed chrześcijańskimi najeźdźcami.

 

 

 

 

 

Ze wzgórza roztaczają się wspaniałe widoki na całe miasto. Malaga jest raczej rozciągnięta, dość długa i niezbyt szeroka.

 

 

Miasto ma imponującą arenę do walki byków. My jednak nie jesteśmy miłośnikami tego sportu. Hiszpańskie dziewczyny zresztą też nie.

 

 

Teraz już zaczniemy kierować się w dół by poszukać miejsca na obiad, po którym będziemy kontynuować zwiedzanie, tym razem Alcazaby.

 

Obiad jemy w knajpce La Lechuga ('Sałata'). Na początek obowiązkowo tapas: bułka z dyniową 'jajecznicą', jamón ibérico (szynka iberyjska) nadziewany twarożkiem i kiełkami oraz mięsne kulki z bazyliowym sosem. Następnie sałatka z kurczakiem i sałatka z owocami morza. Wszystko dzielimy między sobą. My z M. popijamy nasze ulubione barbadillo, dziewczyny piją piwo. W Hiszpanii trudno jest wyjść z domu bez zahaczenia o jakiś bar. Umawiasz się na spacer? Uważaj czy czasem się nie odchudzasz.

 

 

 

Posiłek będzie dobrym momentem by nauczyć dziewczyny kilku polskich przekleństw, o co Lidia wyraźnie się dopomina, następnie z MaCa skrupulatnie analizują usłyszane frazy.

Teraz przez ścisłe centrum przedostajemy się w okolice Alcazaby.

 

 

 

Bezpośrednio pod kompleksem pałacowym znajduje się Teatro Romano z I wieku p.n.e.  Natomiast najstarsze elementy Alcazaby pochodzą z XI wieku naszej ery, są więc starsze od tych, które znajdują się w Alhambrze (Granada). Za chwilę i my otrzemy się o pozostałości średniowiecznej architektury arabskiej. W niedzielę od 14.00 wstęp bezpłatny. W pozostałe dni i niedzielne przedpołudnie (poza poniedziałkiem gdy kompleks jest zamknięty) bilet wstępu kosztuje 2,20 euro.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Jeszcze rzut okiem na mieszkanie pochodzącego z Malagi Antonio Banderasa - urzęduje sobie za kolorowymi szkiełkami poniżej:

 

W Maladze urodził się również Picasso. Na Plaza de la Merced wciąż stoi dom, w którym spędził dzieciństwo. Jest też muzeum jego imienia prezentujące głównie jego rysunki i grafiki.

Rzucamy jeszcze okiem na zbudowaną na miejscu dawnego meczetu katedrę z jedną wieżą. Stąd jej nazwa La Manquita ('jednoręka').

 

Powoli kończymy nasze zwiedzanie w towarzystwie dziewczyn. Przed nami jeszcze spotkanie z rodziną Asun i pakowanie, a w nocy pobudka i taksówka na lotnisko.

 

Za zdjęcia dziękuję Markowi.

15:55, agnieszka.dombrowska
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi
Księga gości Napisz do mnie